Nie damy rady już tego uratować…
6 września 2023

Słynna morenowa LAS ARENA, czyli boisko przy ulicy Magellana, chyba dożywa swoich dni.
Nie mamy, niestety, potrzebnych środków, mocy sprawczych, żeby po raz kolejny doprowadzić nasze boisko do stanu używalności.
Do takiego stanu, żeby dało się tam już nawet nie komfortowo, ale przede wszystkim bezpiecznie grać w piłkę.
Tak wiele się tutaj przez te wszystkie lata wydarzyło, że naprawdę można by porządną książkę napisać. Ale obecnie boisko, na którym rzesze młodszych i starszych dzieciaków w barwach Moreny pozostawiało krew, pot i łzy, tocząc swoje niezapomniane boje ligowe i pucharowe, służy już jedynie okolicznym mieszkańcom za luksusowy wybieg dla psów.
W dzisiejszych czasach, żeby utrzymać w dobrym stanie trawiaste, pełnowymiarowe, boisko potrzeba naprawdę poważnych środków. I to zarówno na jego renowację, jak i późniejsze utrzymanie. My nie mamy obecnie żadnych środków ani na jedno, ani na drugie.
W Gdańsku panuje ogromny deficyt pełnowymiarowych boisk piłkarskich. Te kilka, które istnieją, są maksymalnie wykorzystywane od rana do wieczora, choć ich wynajęcie do tanich rzeczy nie należy. Nikt nie myśli o boiskach trawiastych, choć są zdrowsze dla zawodników. Te, które są, to głównie boiska ze sztuczną murawą. Są prostsze w utrzymaniu i można z ich korzystać w zasadzie przez 12 miesięcy w roku.
Boisko na Morenie z pewnością tętniłoby życiem. Jeszcze kilka lat temu w Gdańskim Klubie Sportowym MORENA mieliśmy SZEŚĆ drużyn ligowych. Ale to było kilka lat temu. Dziś, bez własnego boiska, nie odważymy się na więcej, niż jedną drużynę seniorów w B klasie.
Wygląda więc na to, że czas się żegnać z Las Areną. Skoro ma to tylko niszczeć, służyć za wybieg dla psów i miejsce spotkań miejscowych miłośników procentów, a także miejsce spotkań lokalnych dzików - to niech lepiej już ktoś w tym przepięknym miejscu zamieszka w swoim wymarzonym mieszkaniu.
Budynek klubowy, to drugi akt tego organizacyjnego dramatu. Przez lata to była nasza siedziba. Nasi ojcowie założyciele, jeszcze w poprzednim stuleciu, przerobili surową piwnicę na klubowe pomieszczenia, szatnie, łazienki, toalety, magazynki. Parę lat później zrobiliśmy kolejny solidny remont. Nasze pomieszczenia świeciły ferią barw, świateł, odbijających się w niepoliczonych pucharach stojących dumnie na wystawie. To było wreszcie miejsce, gdzie mogliśmy spokojnie zaprosić gości i nie wstydzić się warunków,. Ale potem przyszły katastrofy budowlane, awarie i dziś są to piwnice zalane nieczystościami, z zamurowanymi wywietrznikami, pomieszczenia, do których w zasadzie nie powinno się nawet wchodzić.
Od lat tam nie wchodzimy, bo to niebezpieczne. Grzyb, pleśń i nie wiadomo co jeszcze. Nie wchodzimy, nie korzystamy, ale zgodnie z umową płacimy spółdzielni nie małe pieniądze. Ponad 3000 złotych rocznie za pomieszczenie, do którego od lat nie da się wejść.
W lipcu wypowiedzieliśmy umowę ze spółdzielnią. I to też będzie kolejny etap pożegnań.
Nie żalimy się, nie skarżymy. Robimy, co możemy, żeby jakoś przetrwać. Wiemy, jakie mamy czasy. Wiemy, że nikt z Zarządu spółdzielni nie zrozumie naszej pasji i naszego przywiązania do tego miejsca. Wiemy, że nikt nie przyniesie worka pieniędzy i nie zbuduje nam boiska. Nic na to nie poradzimy, rozumiemy to, ale zwyczajnie jest nam żal...