Wygrywamy z Rokitnicą!
4 września 2022

DŁUGO WYCZEKIWANA WYGRANA
Sporo musieliśmy się naczekać, aby przypomnieć sobie smak wygranej (ostatnio 1 maja po meczu z Klukowem), ale wreszcie i my mogliśmy celebrować zwycięski mecz.
Dwa miesiące temu, na zakończenie poprzedniego sezonu, dostaliśmy lanie od Rokitnicy (1-7) i można było mieć obawy, czy sytuacja nie zechce się powtórzyć. Zwłaszcza, że już w 2' minucie spotkania goście mogli cieszyć się ze zdobycia gola. Mocno i wysoko wbita piłka w pole karne zaskoczyła wszystkich naszych obrońców i grającego w bramce z konieczności (brak w kadrze bramkarzy) Patryka Nowaczyka. No, trudno sobie wyobrazić gorszy początek meczu. Wielu z nas oczyma wyobraźni już widziało kolejną sromotną porażkę, zwłaszcza, że zawodnicy z Rokitnicy bardzo mocno nas przycisnęli, zepchnęli głęboko w pole karne i co tu dużo mówić, pachniało kolejnymi golami. Na szczęście udało nam wyjść obronną ręką z tych opresji, przy czym często była to ręka Patryka.
Kapitalne podanie Mateusza Kinczewskiego do wychodzącego Pawła Opali nie przyniosło nam wyrównania, bo nasz napastnik przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem gości. Niepowodzenie nie załamało Pawła i kilka minut później efektownie wpakował piłkę do siatki rywali. Wcześniej doprowadziliśmy do wyrównania po niezwykle efektownej akcji skrzydłem Patryka Żuka, który przedarł się wzdłuż linii końcowej boiska, założył rywalowi "siatkę" i w końcu wyłożył piłkę na siódmy metr do Adama Dobrowińskiego. Najmłodszy zawodnik na boisku wpakował piłkę do siatki rywali. Potem było kolejne świetne podanie Adama, kolejny gol Pawła, później efektowna akcja w polu karnym Artjoma Linharta i zrobiło się 4-1.
Wynik do przerwy - efektowny. Prowadzimy 4-1, ale wszyscy wiemy, że jest jeszcze drugie 45 minut gry i łatwo nie będzie. No i nie było. Zwłaszcza w sytuacji kontuzji bramkarza, kiedy Patryk całą druga połowę meczu grał z niesprawną ręką. Ale to był dzień, kiedy wszyscy nasi zawodnicy walczyli do samego końca nie oglądając się na problemy zdrowotne, kontuzje, skurcze. Przetrwaliśmy pierwszy kwadrans, gra się uspokoiła, mieliśmy swoje sytuacje i... straciliśmy gola. Efektowny strzał rywala zza pola karnego i piłka wylądowała w naszej siatce. Zrobiło się nerwowo i stało się jasne, że to kluczowe momenty gry. Dalsze straty bramek mogły dla nas źle się skończyć. Na szczęście opanowaliśmy sytuację, w środku pola heroicznie walczyliśmy o każdą piłkę i w końcu po jednym z kolejnych przejęć piłki Anton Ryżykow zrobił swoje pakując piłkę do bramki rywali. 5-2. To już całkowicie uspokoiło sytuację na boisku. Mieliśmy kolejne okazje na bramki, ale wynik już się nie zmienił.
Wygraliśmy mecz, ponieważ zdecydowanie bardziej tego potrzebowaliśmy i włożyliśmy w zrealizowanie tego celu wszystkie swoje siły. Nie było na boisku zawodnika Moreny, który nie walczył tego dnia na maxa, nie jeździł tyłkiem po sztucznej murawie, nie walczył, mimo bolącej ręki, nogi czy bolesnych skurczów. A ponieważ oprócz tych wszystkich cech wolicjonalnych dołożyliśmy sporo dobrych elementów czysto piłkarskich - dlatego mogliśmy wreszcie do swojego konta ligowego dopisać trzy, jakże wyczekiwane, punkty.
Brawo, Panowie, brawo Panie Trenerze!
Po takim spotkaniu byłoby nie w porządku kogokolwiek wyróżniać, bo to był zdecydowanie sukces zespołowy. Zawsze tak się mówi, ale wczoraj właśnie tak to wyglądało. Jeden za drugiego - po prostu drużyna.
Jedno wyróżnienie musi jednak być, może dlatego, że najmłodszy: Adaś Dobrowiński. Wreszcie zagrał tak, jak tego można było zawsze oczekiwać. I nie chodzi bynajmniej o fakt gola i asystę. Chodzi o to, że wreszcie wczoraj była walka, było prowadzenie gry. I o to chodzi.
Cieszymy się z wygranej, ale to już historia. W niedzielę kolejna szansa na trzy punkty. Derbowa szansa.

NOWACZYK - KINCZEWSKI [C], WYBRANOWSKI, LINHART, GAŁUSZEWSKI, SKOCZYLAS, MACCA, DREWING, DOBROWIŃSKI, OPALA, ŻUK - WALUKOWICZ, SKRZYPEK, RYŻYKOW, KARAMARA