Remis na zakończenie.
18 czerwca 2023

#Steblewo 1-1 Morena
Dotarliśmy do brzegu. To był trudny rok, to było trudne wyzwanie, ale dopłynęliśmy do końca.
12 miesięcy temu nie byliśmy w stanie przewidzieć, czy w ogóle wystartujemy do rozgrywek. Było tyle znaków zapytania, znacznie więcej niż pewników. Po rezygnacji naszego wieloletniego Prezesa Klubu - Rafała, po fatalnym sezonie, w którym dwie ekipy Moreny, w A klasie i w B klasie, na 56 meczów wygrały tylko sześć meczów, a rywale wbili nam 312 goli. TRZYSTA DWANAŚCIE!.
Więc nie było wielu przesłanek, że uda się to poskładać, założyć opatrunki, plastry, bandaże i próbować przetrwać. Ale udało się.
Dziś do historii przeszedł 26 sezon w wykonaniu GKS MORENA GDAŃSK.
Nie ma żadnych wątpliwości, że nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie zapał i nie do końca racjonalne poświęcenie i pasja Trenera Macieja. To właśnie on przeprowadził nas przez te niezwykle trudne dwanaście miesięcy.
Zła wiadomość jest taka, że następny rok nie zapowiada się dużo łatwiej. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść.
Dzisiejszy mecz był dziwnym spotkaniem. Choć to wydaje się absurdalne, to chyba rzeczywiście istnieje takie zjawisko jak niewygodne drużyny. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że ogrywamy w dobrym stylu dwa razy zespół z Przejazdowa, a w meczu z jedną z najsłabszych drużyn ugrywamy tylko jedno oczko i to też na dużym farcie?
Zagraliśmy bardzo kiepski mecz. Nie potrafiliśmy nawet przez moment zdominować rywali, zaproponować im swoich warunków. Przeciwnie. Graliśmy tak, jak oni chcieli. A że popełniliśmy wiele błędów, to rywale mieli świetne sytuacje na strzelenie gola regularnie, co kilka chwil.
Paradoksalnie - gospodarze mieli pięć sytuacji sam na sam (wszystkie wybronił Michał), poprzeczkę, kilka sytuacji sam na sam, gdzie ich zawodnicy pudłowali obok słupków, dwa rzuty wolne z około 20 metrów. A mimo to, to Morena prowadziła w tym meczu i mogła wygrać to spotkanie, gdyby sędzia zechciał zauważyć, że to piłka nożna, a nie sporty walki i nie wolno bezkarnie przewracać rywala, pomagać sobie ręką żeby strzelić gola. Taki paradoks. Tyle świetnych sytuacji, po których Wisła powinna się cieszyć, a gol pada z pomocą sędziego.
My też mieliśmy kilka akcji, ale nie były tak spektakularne, jak te dla gospodarzy. Po jednej zdobyliśmy gola (Michał Gałuszewski pięknie wyłożył piłkę w polu karnym Patrykowi Nowaczykowi), mogliśmy też powiększyć prowadzenie, ale nie udało się. Trudno mieć o to pretensje. Gdyby nie świetny Michał Daczko w bramce, to nie uratowalibyśmy nawet punktu w tym meczu i nie zakończylibyśmy tej jakże udanej rundy wiosennej świetnym bilansem sześciu meczów bez porażki.
Kończymy ten sezon. O niebo lepszy od poprzedniego. I to daje nadzieję na lepsze czasy. W najbliższym czasie okaże się, czy w ogóle będą te nowe czasy...