Morena on Tour
22 maja 2022
A było tak:
Najpierw nasi Juniorzy Młodsi rozegrali mecz z Sopocką AP. Dużo walki, zwłaszcza z silnym wiatrem i ze swoimi słabościami. Są okazje, nawet dobre, ale dopiero Bartek Łukaszewicz bierze sprawy w swoje ręce, nogi i głowę i po efektownym rajdzie przez pół boiska pakuje piłkę do siatki rywali. To bardzo ważny gol, zwłaszcza dla Bartka. 1-0. Długo nie cieszyliśmy się z prowadzenia. Rzut karny dla Sopotu. 1-1. Po zmianie stron dalej wiatr, dalej walka, choć nasz zespół lekko osłabiony, bo Bartek i Adam jadą do Żukowa wesprzeć drużynę B Klasy. Kontra gości daje im bramkę i prowadzenie 2-1. Walczymy o odrobienie strat. Bardzo ambitnie. Są sytuacje. Momentami wydaje się, że piłka musi wpaść do siatki rywali, że tylko jedno kopnięcie, wręcz wepchnięcie, ale piłka nie wpada. Nie wpadła nawet wtedy, kiedy mieliśmy rzut karny. Nie udało się dogonić wyniku. Wynik słaby, ale była walka i były chęci.
Z Kokoszek szybki przejazd do Żukowa. Gramy z GKS Żukowo mecz Klasy B.
Dojeżdżamy dokładnie w 32 minucie, kiedy gospodarze po raz trzeci pakują piłkę do naszej siatki. Po przerwie pada jeszcze sześć goli. Przegrywamy 0-9, ale trudno coś na to poradzić. Gospodarze grają bardzo szybki futbol. Niebywale szybki. Wydaje mi się, że nikt nie operuje tak sprawnie piłką w B klasie, jak oni. Oczywiście dla nas to za szybkie granie. Bez cienia złośliwości, staramy się, walczymy, nikt nie odstawia nogi, każdy próbuje, choć sił brakuje, choć kontuzje dają o sobie znać, ale rywale są dla nas nie do ugryzienia. Po prostu. Czy to budzi frustrację? Oczywiście. Nikt nie lubi być tak bardzo ogrywany. Ale co mamy powiedzieć. Gospodarze cieszą się, że jedną z bramek strzela chłopak z rocznika 2005. Wyłożyli mu piłkę w polu karnym, strzelił gola. Co mamy powiedzieć? Że my w pierwszym składzie mieliśmy PIĘCIU młodzieżowców? A do tego kilku, jak to się fajnie określa, bardzo doświadczonych, z naciskiem na BARDZO.
Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany. Taka jest rzeczywistość. Szkoda, że Piotrek nie strzelił gola. Było bardzo blisko. Szkoda. Fajna historia. Szacun dla Kazia, dla Piotra, dla Maćka. Próbujemy jakoś to ratować. Żeby w ogóle było.
W tym samym czasie, dziesięć, albo trochę więcej, kilometrów dalej zawodnicy A Klasy walczyli z Amatorem Kiełpino o zachowanie szans w walce o utrzymanie. Przegrali. 2-5. Wynik jak zawsze, w sensie porażki, ale tym razem okoliczności były odmienne. Mecz z faworytem, który, przynajmniej teoretycznie, walczy jeszcze o awans do "okręgówki" nie zapowiadał się łatwo. Tymczasem nasi zawodnicy, choć jak zawsze w skromnym liczbowo składzie, walczą zaciekle i przez długi czas dotrzymują kroku faworytowi. Więcej: dwa razy tracimy gola i dwa razy doprowadzamy do wyrównania. Jeszcze więcej: mamy podobno sześć świetnych sytuacji do strzelenia gola. Ale nie strzelamy. Oczywiście robią to gospodarze. Strzelają trzeciego gola na kilka minut przed końcem. Nie mamy już sił, mamy za to skurcze. Amator wbija nam jeszcze dwa gole w doliczonym czasie. Przegrywamy. Spadamy w tabeli na ostatnie miejsce. Ale paradoksalnie nadal mamy szansę na zachowanie A klasy. Wystarczy wygrać dwa, albo trzy mecze. Wystarczy. Ta.
I w zasadzie na tym miałem zakończyć. Ale jest jeszcze coś.
Panowie, podobno mieliście żal po meczu w Żukowie. Że Trener Rafał nie pożegnał się z Wami w szatni po meczu, że macie dość ciągłego przegrywania, że ogólnie słabo.
Wytłumaczę:
Panowie, ja wiem, że Wy jesteście najważniejsi w tej zabawie zwanej grą w piłkę nożną, że to Wy biegacie po boisku, dajecie z siebie wszystko, co macie, narażacie się na kontuzje, na wszystko. Zgadzam się z tym. Ja mogę sobie stać z boku, komentować, kręcić nosem albo bić brawo, ale to Wy zapieprzacie.
Tylko musicie wiedzieć, jeśli tego nie wiecie, jak wygląda rzeczywistość.
A ona wygląda tak, że wokół Was, żebyście mogli zagrać mecz i przegrać 0-9, musi funkcjonować kilka osób. Ktoś musi walczyć z całą biurokracją Polskiego Związku Piłki Nożnej, żeby zgłosić, zarejestrować, uprawnić Was do grania. Uwierzcie mi, czasami to żmudna robota. Trzeba dzwonić po kraju, wykłócać się z panią Krystyną z Lublina albo z innymi, aby udało się w terminie zebrać kadrę gotową do grania. Oczywiście teoretycznie, bo po kilku tygodniach euforii kończy się zawsze tak samo: nie ma chętnych do grania. To Rafał wydzwania do Was przez kilka dni poprzedzające weekend, próbuje zebrać zdrowych, a przede wszystkim chętnych do grania. Trzeba oczywiście jeszcze wziąć pod uwagę potrzeby drużyny juniorów i drużyny A klasy. Trzeba tak kombinować jak dziś, kiedy celowo osłabiamy drużynę juniorów ściągając z boiska dwóch czołowych zawodników, tylko po to, żeby mogli wzmocnić B Klasę. Wzmocnić w sensie dodania trochę sił, bo bez nich Piotrek, Maciek czy Kaziu musieliby walczyć 90 minut. Rozumiecie? Trzy drużyny, setka zarejestrowanych zawodników, a na końcu zawsze jest tak samo: nie ma kto grać. Czasem w terminarzu tak się układa, jak wczoraj. Trzy mecze niemal w tym samym czasie. A do meczu potrzebny jest trener z licencją. I co? Trzeba poprosić dobrych kumpli z zaprzyjaźnionego Klubu w Gdańsku, żeby pojechali na mecz i dzięki temu dali szansę w ogóle na jego rozegranie, no i uniknięcie kary 400 złotych. Nie zdajecie sobie sprawy ile z tym wszystkim jest problemów. Ile trzeba spraw rodzinnych poświęcić, ile kilometrów przejeździć, żeby to wszystko udało się zgrać. A potem można wrócić do domu i zacząć się już martwić jak uzbierać pieniądze na opłaty sędziowskie, jak ustawić wynajęcie boiska, bo terminy ciągle się zmieniają, a my musimy się dostosować. I tak to się toczy. A na końcu i tak nie ma kto grać.
Dlatego mam do Was prośbę: jeśli czasem poczujecie się kiepsko, odrzuceni, pozostawieni, to mimo wszystko zastanówcie się czy ktoś do kogo macie żal czy pretensje, że Wam za mecz w szatni nie podziękował nie spędza właśnie dziesiątej godziny na kolejnym Waszym i Waszych kolegów meczu i zwyczajnie pędzi załatwiać kolejne sprawy.
Ale żeby nie było. To od Was zależy co będzie dalej. Za kilka tygodni koniec sezonu. Jakoś może dotrwamy. Będziemy wspierać się juniorami i zawodnikami bardzo doświadczonymi. A co dalej? Są jacyś chętni na kolejny sezon? Musicie wiedzieć, że żeby zagrać, całkiem teoretycznie, w następnym sezonie, to już dziś trzeba podejmować odpowiednie decyzje związane z licencjami i zgłoszeniami.
Macie jakiś pomysł? Co dalej? Co zmienić? Jak to miałoby wyglądać?
Za cztery tygodnie, 19 czerwca, Gdański Klub Sportowy Morena będzie obchodził swoje 26 urodziny.
Co dalej, Panowie?