Miłe – złego początki

Przegrywamy ze Stoczniowcem

A wszystko zaczęło się tak pięknie. Goście gubią piłkę, bramkarz próbując ratować sytuację nabija Patryka i w efekcie tego małego bilarda Maciej Zieliński skierował piłkę z kilku metrów do pustej bramki.

Lepiej to się nie mogło dla nas zacząć. Ale to był chyba nasz jedyny strzał na bramkę rywali w pierwszej połowie. Młodzi Stoczniowcy przejęli piłkę, a my nie za bardzo wiedzieliśmy jak im ją odebrać. Niestety, niespecjalnie przez nas atakowani przechodzili pod naszą bramkę, a tam kotłowało się z każdą minutą coraz bardziej. Wytrwaliśmy do końca pierwszej połowy. Dużo było wybijania w ostatniej chwili, fura szczęścia, dobre obrony Michała i fatalna skuteczność rywali, ale schodziliśmy na przerwę z prowadzeniem 1-0.

Trudno było jednak oczekiwać, że tak grając wytrwamy z korzystnym wynikiem do końca. Goście mieli swój pomysł na ten mecz, mocno się go trzymali i liczyli, że w końcu im się uda. Udało się zaraz po przerwie i i to dwa razy. Wjechali w naszą obronę i wbijali piłkę do naszej siatki. Potem sprezentowaliśmy im trzeciego gola i w zasadzie można było kończyć potyczkę. Już nie podjęliśmy walki. Wkradł się ogromny chaos na boisku. Chaos, za który wszyscy odpowiadamy, z naciskiem na słowo WSZYSCY. Efektem tego były kolejne trzy gole dla gości. W końcówce przez moment znowu zobaczyliśmy inną Morenę. Taką, która potrafi śmiało pójść do przodu, ładnie klepnąć, dobrze zagrać i strzelić gola. Olivier do Opali, Paweł wstrzelił w pole karne a tam piłkę do siatki wpakował Tymek Skrzypek.
Skończyło się 2-7.

Moja ocena sytuacji?

Mam nadzieję, że dorośliśmy do sytuacji, żeby mówić sobie pewne rzeczy prosto i bez owijania . Ja to widziałem z boku, pewnie ktoś, kto biegał po boisku mógł to widzieć inaczej i ma prawo ze mną się nie zgodzić. Ja to szanuję. Moim zdaniem i nie jest to żadne odkrycie, mecze wygrywa się albo przegrywa w środku pola. My właśnie przegraliśmy ten mecz w środkowej części boiska. Chłopacy ze Stoczniowca konsekwentnie, akcja po akcji, przechodzili bez większych problemów przez tę część boiska z piłą przy nodze niespecjalnie atakowani przez naszych graczy. A kiedy dochodzili do pola karnego, to mieli przed sobą tylko kilku naszych obrońców. W pierwszej połowie naprawdę świetnie ratowaliśmy sytuację, przerywaliśmy akcje i nawet zdołaliśmy wygrać pierwsze 45 minut. Ale naprawdę, trudno było obiektywnie liczyć, że obrońcy będą skutecznie wybijać piłki do samego końca. Nie byli w wstanie.
Kiedy stajesz na przeciwko dobrze wyszkolonych i wytrenowanych chłopaków, to trudno liczyć, że dotrzymasz im kroku z piłką. Ale właśnie wtedy trzeba zagrać mocniej, ostrzej, bardziej zdecydowanie i wytrącać rywalom argumenty. Przecież gdybyśmy zagrali odważniej w środku i zagrali kilka fajnych piłek do przodu, to mogło być różnie. Ale nie było.

Przegraliśmy.

Panowie, gramy dalej. Ograli nas, trudno. Usiądźmy na treningu, pogadajmy o tym, co nie działa (komunikacja - i to na każdej linii - zawodnicy - trener) i walczmy dalej.

Posted in: TOP