Zaliczyliśmy solidnego gonga na start ligowej wiosny

Mega falstart

Jeśli sądziliśmy, że mecz z AP KP Gdynia będzie tym, z gatunku łatwiejszych i tych, które mogą dać nam satysfakcję z dobrej gry i ligowe punkty, to rywale boleśnie sprowadzili nas na ziemię.

Pierwsze pół godziny spotkania było względnie dobre. Obie drużyny nie grzeszyły skutecznością i polotem wyraźnie wyczekując na błędy przeciwnika. Mieliśmy kilka dobrych akcji, mieliśmy parę szans na zdobycie gola, ale zabrakło precyzji albo zdecydowania w kluczowym momencie. Ostatni kwadrans, to mała tragedia. Kilka indywidualnych błędów, kilka strat, kontry gości i trzy razy piłka wylądowała w naszej siatce. A mogło być więcej, bo parę razy Michał Daczko w bramce ratował nas przed utratą gola.

Wynik 0-3 do przerwy zasadniczo ustawił dalszy przebieg meczu. Nie potrafiliśmy wiele pozytywnego zdziałać w drugiej połowie. Jeśli nawet udało się przeprowadzić dobrą akcję, to strzały lądowały na słupku albo na poprzeczce. A rywale grali swoje, raz po raz kontrując nas po naszych katastrofalnych błędach. Kilka razy fatalnie przestrzelili do pustej bramki, dwa razy umieścili piłkę w siatce. My odpowiedzieliśmy tylko jedną skuteczną akcją. Marcin Drewing wykorzystał podanie Patryka Żuka i umieścił piłkę w siatce rywali. To było wszystko, na co było nas tego stać.


Bardzo słaby mecz. Czego nam zabrakło? Wielu rzeczy. Na pewno umiejętności, bo popełnialiśmy zbyt wiele poważnych błędów technicznych, żeby rywal nie dał rady tego wykorzystać. Co z tego, że kilka razy otwierała się droga do ostatniego podania otwierającego drogę do bramki, skoro to podanie było niecelne. Zabrakło agresji. Jeśli rywal ma dużo swobody, nie jest przez dłuższą chwilę atakowany, to wiadomo, że coś groźnego z tego będzie próbował zrobić. A my im na to pozwalaliśmy. Brakowało zgrania i komunikacji. Jasne, Frankie gra z nami od niedawna i w dodatku nie mówi w naszym języku, ale powiedzcie mi ile zrobiliśmy, każdy z nas, przez te kilka sparingów i treningów, żeby złapać jak najwięcej komunikacji z nim? A potem jest pretensja, że nie ma komunikacji. Z dziesięć razy ciekawie i groźnie wychodziliśmy spod własnej bramki i jedno, dobre podanie na skrzydło otwierałoby drogę do bramki rywala. Ale te podania lądowały w trybunach. Sorry, tam nie ma trybun. W płocie.

To nawet nie jest tak, że można by Wam zarzucić brak zaangażowania. To nie tak. Zasadniczo walka była i to do końcowych minut meczu. Nikt Wam tego nie ma prawa zarzucić. Ale jeśli patrzeć na mecz przez pryzmat indywidualnej walki, to właśnie tutaj jest najwięcej do poprawienia. Niby walczymy, ale potem pozwalamy rywalom na zbyt wiele swobody.


Czy ktoś zasłużył na wyróżnienie? Jak niemal zawsze trudno mieć pretensje do Michała w bramce. Większość goli wpadało do pustej bramki, ale kilka razy wyciągnął nam piłki, które zapewne wszyscy widzieli już w siatce.

Moje indywidualne wyróżnienie dla Dawida Piłata. Pierwszy oficjalny mecz ligowy w Morenie i naprawdę dobra postawa. Dużo walki, parę dobrych odbiorów, podań otwierających, parę powrotów ratunkowych pod swoją bramkę. W drugiej połowie już mniej widoczny, ale to już był czas, kiedy większość z nas nie była widoczna.



Tyle ode mnie. Teraz czeka nas dłuższa przerwa. Za tydzień pauza - za dwa tygodnie święta - do gry wracamy w sobotę 15 kwietnia. Mecz z Klukowem.

Pamiętacie, że wybaczę Wam każdą ligową porażkę, oprócz tej z zespołem z Klukowa. Jeszcze nigdy nie przegraliśmy z nimi. I chciałbym, żeby tak zostało.

Wytłumaczcie, proszę, nowym kolegom, w każdym dostępnym Wam języku, nie wyłączając kaszubskiego, że to ważny mecz derbowy. Że bardzo szanujemy zespół z Klukowa, że łączy nas wiele lat współpracy, ale po prostu nie chcemy z nimi przegrać.

/s/