Trzeba mieć swój styl przegrywania meczów
31 października 2022

nie było happyendu
Kiedy pięć minut przed końcem pierwszej połowy Maciek Bulej świetnie znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali i równie udanym strzałem dał nam trzecie w tym meczu prowadzenie, chyba nikt nie mógł się spodziewać, że dalsza część spotkania nie będzie dla nas udana, a bramki, i to aż sześć, będą strzelać już tylko goście. A jednak tak się stało.
Uporządkujmy fakty z pierwszej połowy.
- trzy gole po ładnych, kombinacyjnych akcjach
- prowadzenie już w 4' minucie
- poprzeczka Majkela
- zmarnowana setka Adama
- sam na sam Pawła i obrona bramkarza gości
- Paweł po kornerze głową w poprzeczkę
- gol Pawła ze spalonego
Sami widzicie, że trzy gole w siatce rywali to najmniejszy wymiar kary i nasza wspaniałomyślność.
Ale potem przyszła druga połowa i wszystko się posypało.
- błędy nasze
- skuteczność gości
- karny z "kapelusza"
- Michał broni karnego, ale dobitki już nie uratował
- ewidentny karny dla nas nieodgwizdany
- Majkel z karnego trafia w kontenery.
Podejrzewam, że takie mecze w Ekstraklasie to byłyby mecze roku albo nawet dekady, a my takie rzeczy mamy niemal co tydzień i musimy z tym żyć.
Takie są fakty, o innych sprawach pisać nie będę z oczywistych powodów, bo one są załatwiane w szatni i tylko tam...